By 

Nie marudź – poczuj hygge


Ponure, jesienno-zimowe dni stały się faktem. Polacy łapią doła. Właściwie to kiedy my doła nie łapiemy? Każda okazja dobra. Tymczasem jest taki kraj, w którym obywatele płacą najwyższe na świecie podatki, klimat podły, a wszyscy szczęśliwi. Baaa to jeden z najszczęśliwszych krajów świata.

dom Wszystko za sprawą hygge.

A cóż to znowu – myślisz? Fakt, w ostatnim czasie bombarduje nas tyle dziwacznych wymysłów ludzkiej wyobraźni z jadem amazońskiej żaby na czele, że nie trudno oprzeć się wrażeniu jakoby ludzie nie głupieli. Dlatego nie od razu uległam kuszącej okładce książki „Klucz do szczęścia” Meika Wikinga. Tymczasem hygge to nic nowego. To tylko filozofia szczęścia znana i praktykowana przez Duńczyków od lat, może nawet wieków. Tak wiem – mają pracę, pieniądze, mądrych rządzących i w ogóle lepszą pozycję na mapie. Otóż nie do końca.

Właśnie dlatego książka, choć na pierwszy rzut oka przypominała mi nieco poradnik dodawany do gazety w kiosku Ruchu, jest… hygge.

Z czym, jak i za ile?

Hygge nie da się przetłumaczyć. Najogólniej rzecz ujmując, słowo oznacza dobrostan, ale nie jestem przekonana, czy jest to dobre tłumaczenie. Duńczycy uważają, że jest nieprzetłumaczalne. Zgadzam się, choć duński znam na równie biegłym poziomie, jak balundu.

Hygge to sztuka życia w prosty sposób, kreowanie atmosfery przytulności i szczęścia. Nie polega na gromadzeniu kosztowności. Więcej przyjemności dają rzeczy wykonane samodzielnie i drobiazgi mające jak najwięcej wspólnego z naturą. Dla Duńczyków receptą na szczęście są połyskujące ciepłym światłem pachnące świece palone w ilościach, które mogą zaskoczyć. Spotkania z przyjaciółmi i rodziną urozmaicone wspólnym gotowaniem – tam nikt nikogo nie podejmuje gotową kolacją. Największą frajdą jest to, by robić coś razem, bo to stwarza mnóstwo okazji do dobrej zabawy. Wieczory w luźnych, obdartych, ale wygodnych gaciach i ciepłych skarpetach z kubkiem grzanego wina, kawy, albo gorącej czekolady i książką w rękach. Może być też gra planszowa albo robótka ręczna, zdecydowanie nie program telewizyjny, w którym politycy ćwiczą struny głosowe, przekrzykując się wzajemnie i pokazując widzom swój poziom intelektualny. To wszystko i wiele innych rzeczy jest hygge.

Po prostu prosto…

Szukasz recepty na szczęście? To proste jak świński ryj. Wystarczy urządzić hyggekrog, czyli przytulny kącik w domu, upiec swój własny chleb na zakwasie, albo wybrać się na spacer – im prościej i prymitywniej, a zarazem bez nadmiernej konsumpcji, tym bardziej hyggeligt. Właśnie dlatego, cytując Meika Wikinga: „…picie herbaty jest bardziej hyggeligt niż picie szampana, gry planszowe są bardziej hyggelige niż komputerowe, a potrawy i ciastka domowego wyrobu są bardziej hyggelige niż te kupione w sklepie”. Można rzec filozofia dla oszczędnych. Dla mnie w sam raz przytaczając slogan pewnej sieci sklepów spożywczych.

Absolutny hit na rupiecie.

Czyli sposób na pozbycie się zbędnych rzeczy zalegających w szafie, które skutecznie kobietom psują nastrój, gdy trzeba zabrać się za świąteczne porządki – zazwyczaj przypominamy sobie o nich, gdy z hukiem lecą nam na głowę. A rozwiązanie jest jak zwykle proste i wcale nie jest nim kubeł na śmieci, bo i z nim różnie bywa. Wystarczy urządzić raz na jakiś czas spotkanie z przyjaciółmi, na które każdy przynosi rzeczy, których chce się pozbyć. Wzajemna wymiana i problem z głowy (dosłownie i w przenośni). Pod warunkiem, że starej nieużywanej lampy nie wymienisz na rozpadające się krzesło.

Książka na jesienną słotę.

Tak bym ją określiła. Ładnie wydana, ilustrowana przyjemnymi zdjęciami, które budują atmosferę relaksu, a w dodatku inspirują do zadbania o własny hyggekrog, dużo ciekawostek z codziennego życia Duńczyków. Nic tylko przygotować pachnące goździkami grzane wino, otulić się ciepłym kocykiem i czytać, czytać, czytać… bo jesień sprzyja dobrym lekturom. No, chyba że ma się kilkumiesięcznego labradora z ADHD – wtedy bardziej sprzyja długim spacerom, ale to też jest hygge.

Kinga
O mnie

Miło mi, że zagościłeś na mojej stronie bez względu na to, czy stało się to przypadkowo, czy może mieliśmy już okazję się poznać. A może znamy się całkiem dobrze? To miejsce w sieci poświęcone jest głównie pisaniu, bo copywritingiem zajmuję się od wielu lat. Zabawa słowami to zajęcie, które dostarcza mi sporą frajdę, będąc równocześnie wiernym towarzyszem w codziennej pracy.

2 Komentarze

Madame Malonka
Reply 26 listopada 2016

W tym tygodniu czytałam już recenzję tej książki. Widzę kolejną pozytywną. Szkoda tylko, że mam stertę, pod którą ugina mi się półka... :) Tak swoją drogą, to Polacy i bez jesiennej chandry mają takie podejście. Jesienią tylk zrzucają to na porę roku :) :)

    Kinga
    Reply 27 listopada 2016

    Ojjj tak zdecydowanie coś w tym naszym marudzeniu jest. A książkę polecam nawet jako pozycję do poczytania od czasu do czasu równolegle z czymś, co ma fabułę. Ta stanowi bardziej zbiór ciekawostek i sposobów na poprawę humoru.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *