By 

Lawendowo oliwkowy raj


Mój dzisiejszy wpis poświęcę wyjątkowej książce i wyjątkowemu miejscu. To Prowansja, do której lubię powracać w myślach, gdy w moje życie wkrada się jakiś chaos. Dlaczego akurat tam? Bo tam ludzie wiodą proste, normalne życie. Choć kojarzy nam się z ruchliwą Niceą, chętnie odwiedzanym przez bogaczy Cannes, wystarczy poznać bliżej mieszkańców, by zmienić zdanie…

Owszem na ulicach pojawiają się auta, które z pewnością warte są nieco więcej niż Ford Focus, albo Opel Astra, ale to bardzo często nie Prowansalczycy są ich właścicielami. Lazurowe Wybrzeże jest miejscem, które upodobali sobie bogaci aktorzy, artyści, projektanci – jednym słowem śmietanka towarzyska najlepiej sytuowanych celebrytów. Żyją zamknięci w swych oliwnych gajach z basenem, kupionych za bezcen (dla nich rzecz jasna).

Oliwkowe życie.

Tymczasem obok, Prowansalczycy. O ich codzienności znakomicie opowiada w swojej oliwkowej serii książek Carol Drinkwater. Lekkie pióro dziennikarki i jej codzienne perypetie, czasem smutne, czasem humorystyczne, czasem wręcz tragiczne, są doskonałą rozrywką na długie zimowe wieczory. Bo opisywane w książkach życie nie jest doskonałe. Codzienność mieszkańców Prowansji od naszej różni się właściwie tylko tym, że żyją nad lazurowym morzem i zawsze mają ciepło.

Od sezonu do sezonu.

Jeśli ten nie zapewni im odpowiednich zbiorów uprawianych od pokoleń lawendy, oliwek bądź winogron, pozostają bez środków do życia. Nie mają więc w zwyczaju jeździć drogimi autami – kupują używane lub małe, wygodne do przewożenia zakupów. A że jeżdżą dość, nazwijmy to fantazyjnie, osobiście widziałam może kilka, których nie zdobiły rysy i wgniecenia. O ile przeciętny Polak głaszcze swoje autka kilka razy dziennie, a z każdym najdrobniejszym zadrapaniem leci do lakiernika – tam usłyszy jedynie: Quoi? Où? Je ne vois pas! To właśnie na południu Francji po raz pierwszy zobaczyłam, jak parkować, gdy znalezienie wolnego miejsca graniczy z cudem. Wystarczy znaleźć pasy dla pieszych, zjechać lekko na pobocze i włączyć awaryjne. Voilà – oto cała jakże praktyczna filozofia. Bo przecież auto zawsze nawalić może albo może nam się tak zdawać.

Natura kształtowana przez naturę.

Choć porywczy, żyją raczej w przyjaźni. Latem nękają ich pożary. Ale zawsze posiłki popijają dobrym winem własnej produkcji lub produkcji sąsiada, zagryzając je świeżą bagietką z niewielkiego sklepiku, pokropioną smaczną oliwą extra virgin. Szczytem osiągnięć dla przeciętnego Prowansalczyka z farmą oliwek, jest posiadanie certyfikatu AOC, o który również stara się autorka książki, a który wcale łatwy do zdobycia nie jest. Bo… i tu zaskoczenie – przy francuskiej, nasza biurokracja i wnikliwość urzędnicza to pestka. Czas w Prowansji płynie wolno. Praca daje satysfakcję, bo czy może być coś bardziej satysfakcjonującego od własnoręcznie wyprodukowanych, smacznych, ekologicznych dobrodziejstw – procentowych zwłaszcza?

Małe sklepiki, galerie i kafejki, przyciągają turystów jedynie na wybrzeżu. W głębi lądu zaczyna się prawdziwe życie. Ot, życie, którego zazdrościmy, a które większość ludzi mieć może i w Polsce. Pod warunkiem, że samorządy efektywniej zaczną wykorzystywać dane im niegdyś przez Unię fundusze, a ludzie przestaną się podtruwać palonym w piecach mułem, który oszczędność owszem może i gwarantuje, ale dzieciom zwłaszcza daje co potwierdzone naukowo przyszłość w szpitalach onkologicznych.

Tradycje i obyczaje.

Książki dziennikarki polecam każdemu, kto na chwilkę chciałby się oderwać od codziennych, obowiązków smakując prawdziwego życia na południu Francji widzianego z perspektywy kobiety, która cały swój majątek poświęca, by wspólnie z mężem zamieszkać w cichym, spokojnym zakątku i poświęcić się uprawie własnych, ekologicznych oliwek. Czy jej się to uda, jakie będzie musiała pokonać trudności? Przeczytajcie sami. Jedno jest pewne – książki pokazują Prowansję od strony, którą mało kto zna. I choć miałam okazję podziwiać przepiękne lawendowo – lazurowe krajobrazy, nie miałam pojęcia o pszczelarskich i pasterskich tradycjach jej mieszkańców. Równie fascynujące współczesne obyczaje, można posądzać o małomiasteczkowość – tymczasem to one kształtują charakter tego wyjątkowego miejsca na mapie Europy.

Kinga
O mnie

Miło mi, że zagościłeś na mojej stronie bez względu na to, czy stało się to przypadkowo, czy może mieliśmy już okazję się poznać. A może znamy się całkiem dobrze? To miejsce w sieci poświęcone jest głównie pisaniu, bo copywritingiem zajmuję się od wielu lat. Zabawa słowami to zajęcie, które dostarcza mi sporą frajdę, będąc równocześnie wiernym towarzyszem w codziennej pracy.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *