By 

Kreatywni! Do roboty!


Image source: h.koppdelaneycc

 

Zapytana ostatnio o przykład e-marketingowych oraz PR-owych fanpage’y, bądź blogów, które mogą stanowić źródło wiedzy i inspiracji dla branży turystyczno-hotelarskiej stanęłam przed nie lada dylematem. Swój obiektywizm poddaję pod rzetelną krytykę specjalistów z branży social media, nie mniej jednak z mojego punktu widzenia coraz trudniej odnaleźć cenne przykłady praktyk w branży, która winna świecić przykładem. Tym samym doszłam do następujących wniosków…

 

Obowiązek rodzi nudę…

To, że content marketing w gruncie rzeczy opiera się na systematyczności – (czytaj) ciężkiej harówce i częstym wpisom między innymi na blogu, nie oznacza, że należy prześcigać się w powtarzaniu jak papuga tych samych treści. Po kilku miesiącach czytania czuję się jak nastolatek w szkole, któremu nauczyciele do znudzenia powtarzają, że wzór na pole koła to Π*r2.

 

Konkret?

Proszę bardzo… No ileż razy można czytać o najlepszych porach dnia i tygodnia na wrzucanie treści w mediach społecznościowych? O najlepszych taktykach promocji blogowych wpisów? O tym, że dobrze skonstruowany nagłówek jest gwarancją zyskania uwagi? Że content marketing w dobie nowych algorytmów Google jest podstawą pracy działu marketingu? I wreszcie miliony, wręcz biliony banalnych pomysłów na rzekomo angażujące treści…

 

Nagłówki, nagłówki i… cyferki!

Choć twórcy wzajemnie radzą jak pisać cudowne nagłówki – jako copywriter i marketingowiec ze sporym bagażem doświadczeń nie śmiem i nie zamierzam twierdzić, że to nieistotne – niestety najczęściej na krótkich kilku zdaniach wstępu miałam ochotę skończyć dywagacje i porady ich autorów, bo zwyczajnie były kopią wcześniej poczynionych przez kilku… ba kilkudziesięciu nawet poprzedników na innych blogach. Kolejną tendencją jest wrzucanie zdobytych z łatwością danych statystycznych po graficznej obróbce, podanych w formie infografiki z nadzieją, że zafascynowani tematem czytelnicy zaczną to porywające dzieło podawać dalej. Tym samym to, co najbardziej tkwi mi powtarzane do znudzenia w pamięci to…, że blogi według marketerów są najbardziej skuteczną metodą promocji, że reklama bannerowa odchodzi do lamusa, że link building to gwarancja sukcesu w SEO itd. itp. Jednym słowem białe jest białe, a czarne jest czarne – choć różnie z tym ostatnio bywa…

 

Branżo turystyczna rób to tak dobrze jak robisz… nie idź drogą „kreatywnych”…!

W turystyce odnaleźć można podobne, acz adekwatne do branży, powtarzane po milion razy slogany, choć szczęśliwie pole do popisu jest tu na tyle duże, że dziedzina ta wykazuje się znacznie większą kreatywnością ku radości moich oczu. Poza tym trzyma się zasady, której osobiście wolałabym, by hołdowali inni. Mimo biliona prawionych nauk na temat częstotliwości zamieszczania wpisów i aktualizacji statusów śmiem bowiem wyłamać się stwierdzeniem, że wolę jeśli marka milknie, gdy nie ma mi nic ciekawego do przekazania niźli na siłę stara się przypomnieć o swoim istnieniu. Pytania w stylu „co dziś porabiacie?” „jakie plany na weekend?” w mojej ocenie prowokują najczęściej równie mało wartościowe odpowiedzi, a brak intelektualnego wysiłku w ich redakcję sprawia, że o marce zapomina się równie szybko jak o zjedzonym gdzieś pośpiesznie na śniadanie mało słodkim rogaliku.

 

„Jestę marketerę…” a więc nie dla psa kiełbasa…

Bycie content marketerem w branży, która ma sprzedać właśnie content marketing proste na pewno nie jest. Już słyszę głosy zniesmaczonych twórców, którzy właśnie poczuli się dotknięci moim skromnym zdaniem w temacie. Ich głośne wołania – to nie dla ciebie, a dla startującego w mediach społecznościowych zagubionego przedsiębiorcy, który nie wie jak się obrócić – otóż nie zgadzam się… Bo ja bardzo często jako przedstawiciel owego zbłąkanego w sieciowych meandrach właściciela decyduję, czy firma, której powierzę część działań jest w stanie zaoferować mi coś oryginalnego. Skoro nie porywa mnie jej blog i działania, prawdopodobnie tym ciężej będzie jej się wczuć w tematykę mojego klienta i odnaleźć angażujące materiały dla jego potencjalnych odbiorców. Patrząc na problem z innej strony – swoje twory content marketerzy reprezentujący agencje interaktywne, reklamowe, PR-owe powinni kierować do potencjalnych Odbiorców – a więc osób zajmujących się w firmie właśnie marketingiem i PR-em, którzy z racji zbyt małej ilości pracowników w dziale i ograniczonych możliwości zmuszeni są taką firmę zatrudnić jako wsparcie swych działań. Mylę się? Nierzadko poszukują oni dla siebie inspiracji i niejako przy okazji rodzi im się w głowach pomysł zakupu usług, bo realizacje odnalezionej przypadkiem lub nie firmy są imponujące. No cóż… jeśli po raz któryś na blogu firmowym mam przeczytać o przewadze Facebooka nad Twitterem tudzież Pinteresta nad Instagramem – już nie. Po prostu uciekam…, bo ja wiem do czego służą te media, a początkujący nawet marketingowiec raczej również będzie sobie z tego doskonale zdawał sprawę. Jeśli nie – wystarczy jak przeczyta raz…

 

Wiem, temat ciężki niczym ołów, bo dziedzina niełatwa, ale ciekawa jak równie bliska mi branża turystyczna i hotelarska. Powiem więcej niektóre agencje social media potrafią sprawnie prowadzić bardzo angażujący profil dla hotelu – może zatem lepiej czasem realizować coś wyłącznie dla Klientów i jak szewc bez butów chodzić? Poważnie… osobiście wolę bez niż w dziurawych…

 

Brak pomysłu rodzi problem…

Czego oczekują od blogerów social mediowych, e-marketingowych i tych reprezentujących marketing oraz PR tradycyjny czytelnicy? Najczęściej źródła inspiracji, pomysłów, recepty na sukces… no ale ale… nic za darmo. Z czego żyć ma agencja, czy freelancer skoro wystawi swoje pomysły i rozwiązania gratis na światło dzienne? Z satysfakcji, że uratował firmę przed śmiercią w otchłaniach sieci? Daleka jestem od takich przekonań. Niedawno z resztą pisałam na ten temat dość spory elaborat. Dlatego receptą są czynione niestety z rzadka nadal w polskiej sieci poradniki, raporty i przede wszystkim kursy, wnoszące realną wartość w postaci wiedzy w zamian choćby za rozpowszechnianie informacji o marce. Tego mi nadal brakuje. W cenie są też dobre – powtarzam dobre teksty, które niosą świadomość. Prym wiedzie w tym wielu przedstawicieli branży, którzy propagują wartościową, acz wydawałoby się czasem oczywistą wiedzę. Otóż nie… zawsze jest ona opatrzona doświadczeniem, a to za co trzeba zapłacić to po prostu najbardziej cenne know how. Odpowiednio podana drobna inspiracja, będąca nieocenioną wskazówką do dalszych działań stanowi przedsmak czegoś większego, za co warto zapłacić. Tym samym kusi, nęci i nie pozwala obojętnie przejść obok.

 

Mam dość piąteczków i kawy… choć bardzo je lubię…

Wolałabym na swoim facebookowym wallu widzieć rzadziej wpisy typu… „piątek, piąteczek, piątunio”, w czwartek zaś… „dziś mały piąteczek, napijmy się wielki kubek kawy”, nie mówiąc już o niezliczonej ilości głupawych memów, które z początku być może i dowcipne były, z czasem jednak jak wszystko się przejadły. Bywa, również w marketingu, że ilość nie idzie w parze z jakością i może się mylę, ale jeśli banał ma być wizytówką przekazywaną z powodzeniem dalej, to ja osobiście wolę się zastanowić, czy o taką promocję mi chodzi i czy aby Odbiorca faktycznie będzie trafioną grupą docelową. Bo to że informacja mknie niczym strzała nie zawsze oznacza, że trafi celnie.

 

Na koniec odpowiedź na postawione mi pytanie, czyli TOP 10 dobrych subiektywnie inspiracji PR-owo – e-marketingowych dla marketerów branży turystycznej i nie tylko…

Dość długo przynudzałam na temat istoty problemu z punktu widzenia osoby wtajemniczonej, znającej dość dobrze polską rzeczywistość marketingowo-PR-ową. Każdy ma prawo wybierać to co lubi czytać, co sprawia mu przyjemność i nie pozostawia swego rodzaju dysonansu. Jeśli więc poszukujecie konkretnych postów i aktualizacji… Moją listę (kolejność losowa) otwierają blogi i fanpage, które nie informują mnie co poniedziałek, że oto właśnie nastał ciężki dzień tygodnia, za to wnoszą wiele praktycznych wskazówek jak podołać codziennym obowiązkom i/lub ułatwić sobie życie:

 

Brand24 – blog dostarcza wiele informacji na temat systemu i sposobów monitoringu marki w social mediach i na forach.

Conversion – wrzuca gotowe sposoby na to jak najbardziej skutecznie wykorzystać statystyki do śledzenia ruchu na stronie.

Freshmail – bombarduje inspiracjami z zakresu skutecznego tworzenia treści e- mailingowych.

Hatalska.com – blogerka wskazuje oryginalne kampanie reklamowe z całego świata.

Paweł Tkaczyk – wiedzie prym w artykułach, które jeśli czasem nawet traktują o sprawach marketerom znanych, to niosą to „coś” co nagle zapala lampkę pt. „dzisiaj podziałamy inaczej”.

Pijaru Koksu Blog – autor porusza interesujące tematy m.in. z zakresu PR i social media w sposób przystępny, w formie cotygodniowego zestawienia.

WEBSEM – po prostu zbiór wartościowej wiedzy i bieżących trendów z zakresu SEO i SEM.

Socjomania – sama nazwa wskazuje, że to źródło cennych wskazówek, dotyczących działań w social media.

Why so social – nawet jeśli żartem o kampaniach to zawsze konkretnie i na temat.

Mediafun – bogactwo wiedzy i aktualności ze świata marketingu, reklamy oraz mediów.

Wymieniona dziesiątka to nie koniec, a jedynie czołówka najciekawszych pozycji w sieci do śledzenia. Mam ich jeszcze trochę i niebawem się podzielę. Są fajną prasówką nie tylko dla pracujących w branży, ale też dla osób niejako hobbistycznie zajmujących się pisaniem. Bo przecież każdy lubi być zauważany, doceniany, a co ważne wiedzieć o tym, że ktoś, gdzieś śledzi jego działania i starania. A że każdy z nas Copywriterów, Marketerów i PR-owców poszukuje i aktualizuje swą wiedzę na bieżąco z przyjemnością poznam Waszych faworytów…

 

Kinga
O mnie

Miło mi, że zagościłeś na mojej stronie bez względu na to, czy stało się to przypadkowo, czy może mieliśmy już okazję się poznać. A może znamy się całkiem dobrze? To miejsce w sieci poświęcone jest głównie pisaniu, bo copywritingiem zajmuję się od wielu lat. Zabawa słowami to zajęcie, które dostarcza mi sporą frajdę, będąc równocześnie wiernym towarzyszem w codziennej pracy.

3 Komentarze

Asia | Byłem tu. Tony Halik.
Reply 24 lipca 2014

Nie należę do grupy "kreatywnych" (chociaż mam nadzieję, że w oryginalnym rozumieniu tego słowa jednak jestem coś niecoś kreatywna), ale z przyjemnością przeczytałam Pani tekst i podsunę go kilku "zainteresowanym". Pozdrawiam, A.

    Kinga
    Reply 24 lipca 2014

    Dziękuję bardzo i cieszę się, że się spodobał :) Wkrótce dorzucę jeszcze troszkę wartościowych źródeł :) Pozdrawiam.

Dominik
Reply 6 października 2014

Niektóre z powyższych blogów / profilów jest mi znanych, a za pozostałe dziękuję autorce bloga - szczególnie za blog Hatalskiej i Pawła Tkaczyka. Szczególną estymą darzę blogi - poradniki. Często rezygnuję z przeglądania profilów, właśnie z powodu zbyt dużego natłoku newsów o niczych. Wiem że istnieją wyjątki, ale preferuję dłuższą treść blogową lub ewentualnie wpisy na G+.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *