By 

Personal branding w górach…


Zakopane dostarczyć potrafi wiele emocji. Szczególnie latem, gdy sezon w pełni, a turyści w dosłownym i mniej dosłownym tego słowa znaczeniu ochoczo ruszają na zasłużony wypoczynek. Wystarczy znaleźć sobie dobry punkt obserwacyjny w jednym z ogródków na Krupówkach lub… wnikliwie przyglądnąć się mediom społecznościowym.

W ten oto sposób wysnuć można wiele ciekawych wniosków… A jeśli do tego z uwagą pochylimy się nad narkotykiem współczesnych czasów i odpalimy na chwilę smartfony to nasze spostrzeżenia jedynie potwierdzą poczynione obserwacje.

Droga do obłędu…

Wielu z nas coraz częściej zaczyna przekraczać ciasne bariery własnych uprzedzeń bynajmniej nie z własnej, nieprzymuszonej woli. Komunikatywność, asertywność, umiejętność balansowania nad przepaścią to wyznacznik dzisiejszych czasów – bardzo często promowany przez korporacyjny styl życia. Nie wszystkim to odpowiada choć stają się chcąc lub nie chcąc uczestnikami tej batalii o sukces…

Normalność w zgodzie z naturą…

Co roku do Zakopanego przyjeżdżają miliony turystów. Wśród nich zdecydowaną większość stanowią mieszkańcy dużych aglomeracji. Część z nich to stateczni i spokojni kuracjusze lub młodzież czerpiąca radość z imprez w plenerze. Przyjeżdżają tu po to, by wypocząć i pooddychać świeżym górskim powietrzem. Nie stronią od spacerów i chętnie oglądają to, co ma im do zaoferowania stolica Tatr. Nie szukają emocji ani silnych wrażeń – przyjeżdżają po prostu odpocząć i dobrze się bawić.

Facebook zabił ludzi z wyobraźnią…

Jeszcze kilka lat temu można było spotkać grupę amatorów tzw. turystyki kwalifikowanej na pokaz. W dobie mediów społecznościowych i mody na pstrykanie „sweet fotek” wszystkim i wszystkiemu co w zasięgu wzroku grupa ta musiała chcąc nie chcąc odejść w cień. Ich celem były spędzone w towarzystwie znajomych upojne wieczory z kuflem piwa. Nie wychylali nosa poza granice Krupówek. I nie byłoby w tym nic zaskakującego gdyby nie fakt, że po powrocie z urlopu najczęściej puszczały im wodze fantazji i zamiast przyznać się do szlifowania bruków opowiadali swoim znajomym, bliskim i szefom jak to w pocie czoła zdobywali w środku letniego sezonu niedostępne tatrzańskie wierchy, czego oczywiście omal nie przypłacili życiem. Wśród nich byli i tacy, którzy wyposażeni w bardziej zasobny portfel po zrobieniu pokaźnych zakupów zasiadali w pełnym górskim rynsztunku przy takim samym kuflu piwa i do końca pobytu udawali strudzonych, którzy nie jedno już w górach przeżyli. Dzisiejsza rzeczywistość nie dopuszcza takiej alternatywy brutalnie zmuszając do skrzętnej dokumentacji via Instagram.

Dlatego… pora na udokumentowaną odwagę…

Kolejne zacne grono to już ludzie honoru – żeby opowiadać muszą wcześniej przeżyć choćby mały przedsmak przygody. To niezniszczalni ekstremaliści. Ich czas spędzony na Krupówkach najczęściej ogranicza się wyłącznie do zakupów tam poczynionych. Nie obawiają się niczego, zatem tym bardziej nie są ich w stanie odstraszyć ceny tej najdroższej małopolskiej ulicy. Nie zastanawiają się nad swoimi umiejętnościami i kondycją fizyczną. W końcu to oczywiste, że są silni i wysportowani niczym Sylwester Stalone w filmie „Na krawędzi”. Zniosą wszystkie warunki jakie zafunduje im przyroda, a ich wygląd nadal niczym nie będzie się różnił od postaci z dawnych reklam Rexony. Zdarzają się też turyści, którzy przyjeżdżając tu z rodziną, niejako siłą rozpędu muszą zaliczyć co bardziej honorne szczyty, bo po prostu wypada. Ubiór i przygotowanie to dla nich zbędny balast, któremu nie warto poświęcać zbyt wiele uwagi. Jeśli przeżyją… znajomi i przyjaciele natychmiast zobaczą ich dokonania online. A to, że japonki i inne tego typu obuwie na tle mokrej skały porośniętej mchem prezentuje się nieco dziwacznie – no cóż… przecież cel uświęca środki.

Prawdziwi turyści – pasjonaci z doświadczeniem, kondycją i umiejętnościami to już wymierający relikt?

Nie dali się zadeptać i zdarzają się, ale najczęściej grubo po sezonie. Poprzednie grupy skutecznie wypierają ich z tatrzańskich szlaków, sprawiając, że w szczycie sezonu spotkać można z rzadka jedynie pojedyncze okazy. Poczucie niczym nieposkromionej wolności, jaką daje czas spędzony w Tatrach, rodzi pewność siebie i euforię, która niestety coraz częściej kończy się tragedią lub oczekiwaniem na pomoc ze szczęśliwym acz pamiętnym finałem. Taka tendencja do nadmiernego przeceniania swoich sił z pewnością istniała od zawsze i nie jest niczym nowym. Dziś jednak pokusa pokazania siebie z lepszej strony w sieci sprawia, że dla wielu góry stały się swego rodzaju poligonem wojskowym. Miejscem gdzie możemy się zmierzyć z własnymi słabościami, co akurat nagannym nie jest, ale i pokazać światu, że jesteśmy lepsi niż o nas myślą, a to już stwarza pewne zagrożenia. Bardzo trafnie całość problemu w odniesieniu do codziennego życia opisał Magazyn Brief i Rafał Tomański w artykule Czy istnieje życie poza Facebookiem.

Po co to wszystko?

Bo jedni potrzebują silnych wrażeń aby poczuć swoją wartość, a innym wystarcza stworzenie sobie iluzorycznego, choć prawdopodobnego w oczach innych obrazu rzeczywistości, którym żyć będą mogli do następnego urlopu promując swoje „ja”… Taki „personal branding”, a po naszemu budowanie własnej, osobistej marki we współczesnym wydaniu.

 

Kinga
O mnie

Miło mi, że zagościłeś na mojej stronie bez względu na to, czy stało się to przypadkowo, czy może mieliśmy już okazję się poznać. A może znamy się całkiem dobrze? To miejsce w sieci poświęcone jest głównie pisaniu, bo copywritingiem zajmuję się od wielu lat. Zabawa słowami to zajęcie, które dostarcza mi sporą frajdę, będąc równocześnie wiernym towarzyszem w codziennej pracy.

1 Komentarze

Wojtek
Reply 3 maja 2014

Trochę rozwinąłbym temat social mediów ale ciekawe spostrzeżenia.

Pozdrawiam

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *